Praca, praca, praca.

IMG_2393a

Zaczęło się 8 stycznia, kiedy to zadzwoniła do przyszłego szefa, żeby spytać czy mogłaby u niego pracować. Z trudem wywalczyła, aby na rozmowę kwalifikacyjną przyjechać w sobotę. Jak się okazało, rozmowę zastąpiła praca. Dwie minuty jakaś laska pokazywała jej jak obsługiwać to cholerne dziadostwo zwane inaczej komputerem połączonym z drukarką do drukowania paragonów oraz durnym urządzeniem- czytnikiem kart.
I została sama.
Później stopniał śnieg, więc miała tydzień wolnego.
W następną sobotę nie było już tak lekko. To normalne, że kiedy KB używa komputerów, musi się coś zepsuć. Żeby tylko raz. Żeby tylko jedno urządzenie! Ale nie. Jak już się coś psuje, to na całego.
Kolejne dni pracy były normalne. Powtarzanie w kółko, że nie sprzedajemy biletów na czas, tylko ilość zjazdów oraz, że kaucja jest zwrotna i kosztuje 10 zł weszło jej w krew. Ciągły brak drobnych stało się normą.
Minusów było jednak kilka. Wiadomo, zawsze są. Ich nie da się (raczej) pozbyć.
– zimno! Pomimo tego, że siedziała w pomieszczeniu obok kaloryferka, marzły jej stopy. I to do tego stopnia, że w nocy dopiero odzyskiwała czucie. Nic nie pomogło ubrane milionpięćsetstodziewięćset grubych skarpet.
kaloryfer

– brak przerwy.
– niewiedza, kiedy skończy się pracę= nie ma szans na umawianie się z ludźmi, hobby, odpoczynek.
– praca każdy dzień. Każdy! Wolny piątek? Och, jakże ciężko było go zdobyć!

I wtedy nagle, ni stąd, ni zowąd odezwał się market. Dudniło jej w głowie od niezdecydowania, co wybrać, co lepsze. Wypisywanie plusów i minusów, dyskusje, doradztwo (i te sprawy).
Dostała wiadomość, że nie ważne są okoliczności, ale oczekiwania wobec pracy. Wybrała drugą opcję: Cieszyn.
Poza tym, tak bardzo chciała jednego.
marzenie

kawuczan
(takie zdolne pracownice! Ukrainki.)

Wybierając, aż się popłakała. Bo CI ludzie, tam, są super. Atmosfera pracy także. Widoki <3  snieg czan
A warunki..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *