Francuski, Włochy i Ameryka


Od momentu kiedy założyłam bloga na WordPressie, bardziej chce mi się pisać. Czasem, gdy pojawi mi się jakiś pomysł w głowie, nie mam czasu tworzyć od razu, dlatego zrobiłam sobie listę tematów, które chciałabym poruszyć i ewentualne notatki, których później w poście nie może zabraknąć. Ciekawe jest to, że czasem, kiedy mówię sobie „dziś coś napiszę” i wybieram temat, nagle przychodzi mi do głowy inny pomysł, który jest powiązany z tym, którym chciałam się podzielić. I teraz tak właśnie mam. Planowałam napisać (i nieco rozwinąć temat), że:

  •         Francja niespecjalnie mnie interesuje, że wolę ich język,
  •         włoski w zasadzie  nie bardzo, ale wykładowcy w taki sposób opowiadają o kraju, że spodobała mi się kultura Włoch,
  •         do angielskiego też żadnych uczuć nie mam, ale do Stanów Zjednoczonych, ich widoków rodem z filmów już tak.

Gdyby więc zatem połączyć widoki z USA, kulturę włoską oraz język francuski, wyszłoby coś niesamowicie pięknego- oczywiście moim zdaniem.

A dlaczego przyszło mi do głowy coś podobnego? Bo na starym blogu już coś na ten temat powstało:

 

Już od samego początku wszyscy wiedzieli, że Francją w żaden sposób się nie interesuję. Językiem? A i owszem. Kilka osób kiwało z niedowierzaniem głową, kiedy mówiłam im, że kraj to kraj i nie ma tu nad czym się rozwodzić. Dziwili się dlaczego studiuję romanistykę, skoro nic o Francji nie wiem, nigdy tam nie byłam i nawet jakoś specjalnie nie chce mi się jej odwiedzić.

Kierunek studiów? Najlepszy z najlepszych!

Ale nie o kierunku chciałam pisać.

Otóż, kilka tygodni temu wybrałam się do biblioteki miejskiej, żeby oddać przeczytaną książkę. Patrzę, a na ladzie leży świeżutka książeczka z przepiękną okładką z typowo kobiecym tytułem „Mój Paryż, moja miłość” Pauliny Wnuk- Crepy. Co mogę o niej powiedzieć? Przewodnik o Paryżu wspaniały, lepszy niż zwykłe, gdyż nie ma w niej historycznych opisów muzeów i tym takich. W zasadzie coś jakby powieścio- przewodnik. Dla turystów zdecydowanie polecam. Ale po przeczytaniu, zarówno Francja, jak i sam Paryż mnie do siebie nie przyciągnął. Owszem, ciekawie by było tam być, poczuć się jak typowo francuska, mieszczańska dama, „bourgoise” (na chwilę). Kilka rzeczy totalnie mnie zaskoczyło i pozwolę sobie kilka z nich zacytować:

 

Paryżanie są bardzo marudni. Niezwykle często powodem ich ubolewania jest pogoda: narzekają na upał latem, na chłód zimą, na padający deszcz, na wiejący wiatr i tak dalej. Drugim tematem, nad którym mogą się rozwodzić godzinami, jest działalność partii politycznych- stale je krytykują. Czy rządzi lewica, czy prawica, zawsze znajdą coś, co im się nie podoba.

 

Prawie jak Polska…

 

Nigdy nie mówcie, że Paryż jest wspaniały i chcielibyście tu zamieszkać, że miasto was zachwyca i że przecież nie można tu tak szybko chodzić, bo nie da się podziwiać zabytków. Wy Paryża nie znacie, a paryżanin tu żyje na co dzień i jeśliby gapił się na zabytki, to… wszedłby w psią kupę!

 

To i tak jest jeszcze w miarę spoko. Są sprawy, które bardziej szokują, np ta o zdradach:

 

(…) Jednak większość Francuzów przypomniała, że od 1975 roku zdrady nie uważa się za przestępstwo i jest całkowicie legalna.

 

Nie mówiąc już, że ciąża, wychowanie dzieci w światowej stolicy mody, to (według typowej Polki, czyli mnie) koszmar. No.. nie we wszystkich przypadkach. Dzieci w przedszkolu jadają dania hm.. chyba wykwintne będzie dobrym określeniem.

2 thoughts on “Francuski, Włochy i Ameryka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *