Kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny

Ostatnimi czasy, jak wiecie, miałam bardzo dużo spraw do ogarnięcia. Momentami było to bardzo dołujące, bo choć wyprówałam sobie flaki, niektóre działania w ogóle nie ruszyły do przodu.

W życiu, po prostu, zdarzają się sytuacje niezależne od nas.

I o tyle, o ile do pozytywów nie mamy żadnych zastrzeżeń, do negatywów – jak najbardziej.

Wiadomo – należy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by je rozwiązać, jednakże nie zawsze nasze działania odnoszą zadowalający rezultat. Wręcz czasem, pomimo naszego wysiłku, nic się nie zmienia, a my, choćby nie wiem co, nie jesteśmy w stanie tego zmienić, coś zdziałać.

Na niektóre rzeczy nie mamy wpływu. I to jest swego rodzaju motto, które wbijam sobie do głowy. Bo człowiek się zamartwia i zamartwia, i zamartwia i NIC! Zwłaszcza kobiety mają ogromną tendencję do zaprzątania sobie głowy takimi sprawami. A rozwiązanie jest bardzo proste: oddać te sprawy Jezusowi. Przecież On się troszczy i sam prosi o to, by to właśnie Jemu je zawierzać. 

No dobrze, ale dlaczego w tytule dałam werset z 2 Kor. 12,10b?

Dlatego, że w takich sytuacjach jesteśmy zdani tylko na Jezusa, na Jego moc, na Jego działanie. I mimo że byłam słaba, to tak naprawdę byłam mocna, bo Jemu oddałam wszystkie sprawy. Na początku były wielkie troski, ale kiedy uświadomiłam sobie, że nie jestem w stanie zrobić nic, to On zaczął swoją pracę. Nie na darmo Paweł we wcześniejszych wersetach pisze:


2 Kor. 12, 9b


Pełnia mej mocy okazuje się w słabości. Najchętniej więc chlubić się będę słabościami, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusowa.

Był wtorek.

Myślałam, że umrę ze stresu. Wysłałam milion maili, wykonałam milion telefonów i nic. Jeszcze tylko dwa dni, a ja jestem daleko w lesie. Nie otrzymałam nic, co otrzymać miałam. No i wtedy mówię: Boże, Ty wiesz, ja zrobiłam wszystko. Wierzę, że skoro to Ty rozpocząłeś tą sprawę, to i Ty ją zakończysz. Zajmij się tym, proszę. No i się zajął. I chwała Jemu!

Fajnie jest żyć z Jezusem. Serio. Wcale nie jest nudno i głupio, jak niektórzy sądzą. Ale mówią tak, bo nie zaprosili Jezusa do życia, więc tego nie wiedzą.

Podzielisz się w komentarzu historią, w której byłe/aś słaby, ale mocny/a? 🙂

Podzielisz, wiem to!

A teraz do następnego,
Klaudia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *