Duchowa depresja, kryzys wiary, gorszy czas z Bogiem, to słowa, które zdarzało mi się wypowiadać dość często. Co więcej, ludzie wokół mnie też używali (a czasem używają nadal) tego typu określeń.

Tyle tylko, że DUCHOWA DEPRESJA NIE ISTNIEJE.

I powiem szczerze, kiedyś nie mogłam uwierzyć w te słowa. Jak to nie istnieje?! Przecież czasem mam wrażenie, że moja relacja z Bogiem osłabła, nie czuję Boga, jest gorzej, a ja zamiast siedzieć i czytać Biblię, marnuję czas na robienie czegoś innego.

Na szczęście to tylko moje odczucia, emocje, które nie mają nic wspólnego z prawdą. A Szatan, to cwaniak, próbuje wmówić, że Bóg jest na mnie zły, bo dawno się nie modliłam (Tak, diabeł jest ojcem kłamstwa).

Modlitwa, czytanie Biblii, chodzenie do kościoła, czynienie dobra – to nie mój obowiązek.

Obowiązek=muszę.

Nie znoszę jak ktoś mnie do czegoś zmusza.

„Problem” w tym, że dzięki Jezusowi, zostałam zbawiona z łaski, a nie z uczynków. Bo w żaden sposób na zbawienie nie zasługuję (Ef. 2,8-9).

Pokładam całkowitą nadzieję w łasce, która mi jest dana w objawieniu się Jezusa Chrystusa (1 Piotr 1,13).

Dlatego nie skupiam się na tych rzeczach, że muszę się modlić, czytać Biblię i nie wiadomo co jeszcze. Bo jestem zbawiona z łaski. A jeśli z łaski, to nie z uczynków, bo inaczej łaska nie byłaby już łaską (Rz. 11,6).

Dlatego uważam, że nie ma czegoś takiego jak „duchowa depresja”. To jedynie moje odczucia. Natomiast ja, jako nowa Klaudia wiem, że Bóg jest ze mną cały czas, czy Go czuję, czy nie. Mam nieustanną z Nim społeczność, bo Jego Duch mieszka w moim sercu. I to, że w danym momencie nie rozmawiamy,wcale nie oznacza, że nie spędzamy czasu razem 🙂

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *